Polecamy
Kto jest online?
Naszą witrynę przegląda teraz 26 gości 
Statystyki od 2015.02.06
Wizyty [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
0
351
397

-46
W tym roku:
Last year:
74800
71417
+3383
Strona główna PRZECZYTANE w sieci

O śpiewaniu z tatą, karierze mamy i życiu mocniejszym niż śmierć z Natalią Niemen rozmawia Szymon Babuchowski.

Jakub Szymczuk /gn

Szymon Babuchowski: Oglądałem Twój opolski występ kilkanaście razy. Za każdym razem z tym samym skutkiem: gęsia skórka na całym ciele, łzy w oczach. Jak to się robi?

Natalia Niemen: Myślę, że to działanie Pana Boga.

Więcej…

Papież: Kościół nie jest splotem rzeczy i interesów

Na konieczność żywego zaangażowania w życie wspólnoty chrześcijańskiej wskazał dziś Ojciec Święty w swej katechezie podczas audiencji ogólnej.

Jej tematem był ukazany przez Sobór Watykański II obraz Kościoła jako świątyni. Na placu św. Piotra zgromadziło się dziś według danych Prefektury Domu Papieskiego dziś ponad 50 tys. wiernych.

Papież Franciszek zauważył, że obraz Kościoła jako świątyni przypomina wiernym o znaczeniu jakie w życiu Izraela odgrywała świątynia jerozolimska, będąca miejscem spotkania z Bogiem w modlitwie, znakiem Jego obecności pośród swego ludu. Podkreślił, że to, co było zapowiedziane w starożytnej świątyni, jest wypełnione mocą Ducha Świętego w Kościele. W nim możemy spotkać Boga, możemy wejść z Nim w komunię przez Chrystusa, możemy znaleźć światło Ducha Świętego oświecające życie człowieka.

Choć starożytna świątynia była zbudowana rękoma ludzi, to jednak w istocie sam Bóg „buduje swój dom”, aby zamieszkać między ludźmi. "Chrystus jest żywą świątynią Ojca i to sam Chrystus buduje swój «duchowy dom» - Kościół, uczyniony nie z kamieni materialnych, ale z «żywych kamieni», którymi my jesteśmy" - zaznaczył Ojciec Święty. Dodał, że tym, który zamierzył różnorodność, bogactwo Kościoła i jednoczy wszystko i wszystkich jest Duch Święty. "Kościół nie jest splotem rzeczy i interesów, ale jest świątynią Ducha Świętego, świątynią w której działa Bóg, świątynią, w której każdy z nas wraz z darem chrztu jest żywym kamieniem. Mówi to nam, że nikt nie jest w Kościele bezużyteczny, nikt nie jest drugorzędny, nikt nie jest anonimowy: wszyscy tworzymy i budujemy Kościół. Zachęca to też nas jednak do refleksji nad tym, że jeśli brakuje cegły naszego życia chrześcijańskiego, to pięknu Kościoła czegoś brakuje" - stwierdził papież Franciszek.

Ojciec Święty zachęcił wiernych, by zastanowili się nad tym, jak przeżywają swe bycie Kościołem, czy są jego żywymi kamieniami, czy otwierają się na działanie Ducha Świętego, aby być aktywną częścią we wspólnotach chrześcijańskich.

"Niech Pan udzieli nam swojej łaski, swojej mocy, abyśmy mogli być głęboko zjednoczeni z Chrystusem, kamieniem węgielnym, kamieniem na którym wspiera się nasze życie i całe życie Kościoła. Módlmy się, abyśmy ożywiani Jego Duchem, zawsze byli żywymi kamieniami Jego Kościoła" - zakończył swoją katechezę papież Franciszek.

Eklezjologia

Eklezjologia ks. Włodzimierz Lewandowski

Trzeba pytać co robić, by nie stać się czeszącym jedną owcę fryzjerem, by żywy organizm nie przeobraził się w partię i stowarzyszenie.

Mądre słowo. Po raz pierwszy usłyszałem je w Krościenku, na Kopiej Górce. Twórca oaz opowiadał o wizycie kardynała Wojtyły i cytował słowa, wypowiedziane przy figurze Niepokalanej Matki Kościoła. Że oaza to eklezjologia Vaticanum Secundum przełożona na język praktyki. Niewiele jako nastoletni chłopak zrozumiałem, ale poczułem się potraktowany jak dorosły. Tym bardziej, że ks. Blachnicki nie ograniczał się do suchego wywodu. Osiągnięcie celu, wyznaczonego przez Sobór, domaga się pewnej wizji drogi z jej etapami, oraz wskazania osób, które za poszczególne zadania będą odpowiadały. Mówca nie owijał w bawełnę. Skoro tu jesteście, znaczy zostaliście powołani nie tylko do przejścia drogi, ale i do realizacji zadań, jakie zostaną wam na tej drodze powierzone.

Przyszedł czas studiów teologicznych. Mądre słowo coraz bardziej wypełniało się treścią. Dzięki zachęcającym, a wręcz prowokującym do lektur profesorom, odkrywałem jego bogactwo i złożoność. Jednak ciągle pozostawał niedosyt. Praktyczny umysł wychowanka klasy matematyczno-fizycznej ciągle zastanawiał się, jak to przełożyć na język codzienności. Czyli wracał do Krościenka.

Powrotom sprzyjają także katechezy papieża Franciszka. Cykl o Kościele, czyli eklezjologia w praktyce. Czytam, słucham i trochę tak, jakbym widział stojącego między młodzieżą księdza Blachnickiego. Jednego z drugim łączy właśnie ów praktyczny zmysł, ukazujący nauczanie Soboru nie jako oderwaną od życia, wymyśloną za biurkiem teorię (co tak chętnie powtarzają niektórzy księża), ale coś, co jest samym życiem. Łączy ich także to, że wizja i jej praktyczne zastosowanie rodzi się na kolanach. Ze zdumieniem przeczytałem informację, że Franciszek swoje codzienne homilie poprzedza trzygodzinną medytacją. I przypomniałem sobie, że Franciszek z Krościenka też godzinami klęczał każdego dnia przed Najświętszym Sakramentem, zawsze wychodząc z kaplicy ostatni. Niejako przy okazji skojarzyłem te postaci z moim niedawnym rozmówcą. Młody ksiądz opowiadał o swoich zajęciach. Szkoła, duża parafia, różne grupy, wszystko jest ważne, wszystko oceniane, wszystko pilne… Na twarzy widać zmęczenie. Kiedy on ma czas na modlitwę, pomyślałem, i jak szybko się wypali?

Wróćmy do Franciszka z Rzymu. Dziennikarze, cytując papieża, wybierają z jego nauczania fragmenty najbardziej nośne. To, co najłatwiej sprzedać. Jak słynny fragment o fryzjerach. Czy z ostatniej katechezy o tym, że w Kościele nie ma banalnej jednolitości, że „nie jest stowarzyszeniem charytatywnym, kulturalnym czy politycznym, ale jest żywym organizmem, który wędruje i działa w dziejach”.  Istnieje dość poważne niebezpieczeństwo zatrzymania się nad tymi niezwykle wyrazistymi stwierdzeniami. Tymczasem trzeba iść dalej. Trzeba pytać co robić, by nie stać się czeszącym jedną owcę fryzjerem, by żywy organizm nie przeobraził się w partię i stowarzyszenie.

Lud w drodze i Ciało Chrystusa. Zapewne kolejnymi będą obrazy winnicy, owczarni, roli uprawnej i Bożej budowli. Bo taka jest struktura Konstytucji Lumen Gentium. Dla nas ważne będzie odkrycie duchowych fundamentów, owych apokaliptycznych siedmiu warstw pod murami biblijnego miasta na górze. Tego wszystkiego, co tak mądrze nazywa się eklezjologią. Bez niej grozi nam zagubienie. Nie będziemy wiedzieć ani kim jesteśmy, ani dokąd zmierzamy.

Wiemy, że nie na miejscu jest komentować wypowiedzi papieskie, ale wydaje się nam (red.), że Ojciec Święty w swych wypowiedziach porusza ważną rolę duszpasterzy (księży), ale nie tylko !  Dbałość o Kościół, wychodzenie na zewnątrz, nie zamykanie się, zrzucanie odpowiedzialności na kler za brak ewangelizacji, aktywności wobec "świata", to wszystko dotyczy każdego chrześcijanina, każdego wiernego Kościoła, więc nas wszystkich, księży i nas pozostałych wiernych !

/za info.wiara.pl/

Papież Franciszek powiedział w poniedziałek, że księża powinni być pasterzami owiec, a nie ich "fryzjerami". Podczas spotkania z wiernymi z diecezji rzymskiej w Watykanie papież przyznał, że nie rozumie wspólnot chrześcijańskich, które są zamknięte w parafii.

Papież: Macie być duszpasterzami, a nie fryzjerami owiec
ANDREA STACCIOLI /PAP/EPA

W swym wystąpieniu Franciszek przywołał fragment Ewangelii, w którym mowa jest o pasterzu, który zdaje sobie sprawę z tego, że brakuje mu jednej owcy i zostawia 99 pozostałych, by jej szukać.

"W obecnej kulturze jesteśmy mniejszością, mamy tylko jedną owcę, ale czy czujemy zapał ewangeliczny, by iść szukać pozostałych 99?" - pytał papież. Dodał, że trzeba odwagi i cierpliwości, by wyjść i głosić Ewangelię. "Ale to jest za trudne, łatwiej zostać w domu z tą jedyną owieczką, by ją czesać i przytulać. Pan chce, byśmy my księża byli pasterzami, a nie fryzjerami" - mówił papież.

Wyraził przekonanie, że kiedy wspólnota wiernych jest zamknięta i ludzie rozmawiają w niej tylko ze sobą nawzajem, "nie daje życia". "To jest społeczność jałowa, nie jest płodna" - dodał papież.

Powiedział też, że "jeśli chrześcijanin nie jest rewolucjonistą, w tych czasach nie jest chrześcijaninem". "Wielu było rewolucjonistów w historii, ale nikt nie miał siły takiej rewolucji, jaką przyniósł Jezus" - mówił Franciszek wśród oklasków i entuzjazmu kilku tysięcy wiernych, zebranych w watykańskiej Auli Pawła VI.

Papież powiedział też, że wychodzenie naprzeciw ubogim nie oznacza "pauperyzmu". "To nie znaczy, że mamy stać się duchowymi kloszardami" - oświadczył. Wyraził też ubolewanie, że jest wielu "smutnych chrześcijan".

Otwarte drzwi

Otwarte drzwi

ks. Włodzimierz Lewandowski

za info.wiara.pl

Wielu, słysząc papieską katechezę o mającym być otwartymi drzwiami Kościele, dostaje gęsiej skórki, jednoznacznie kojarząc wezwanie z kilkoma nazwiskami i wszelkiej innej maści złem, mogącym rozsadzić i tak mocno już nadwyrężone okopy.

Nie wiem czy znał teorię oddziaływania wielopoziomowego. Z całą pewnością wykorzystywał ją w cotygodniowych konferencjach. Na jednej z nich mówił o gospodyni na wiejskiej plebanii. Długo nie mogła oswoić się z nowym proboszczem. Aż pewnego dnia odważyła się podzielić swoimi spostrzeżeniami. Poprzednik księdza to był porządny, powiedziała stawiając na stole wazę z zupą. Furtka na plebanię zawsze była zamknięta.

Kilka lat później mogłem odkryć prawdziwe utrapienie starszych księży. Spokój plebanii zakłócany systematycznymi wizytami odwiedzającej wikarego młodzieży. Te hałasy, podeptane niechcący kwiatki, typy spod ciemnej gwiazdy i eleganckie dziewczyny. Nie daj Boże gitary. Jakież to było zagrożenie dla młodego księdza.

Coś z tego zostało. Otwartość do dziś w polskim Kościele jest podejrzana. I nie chodzi tylko o furtkę i gości młodych księży. Podejrzane bywają czasopisma, książki, poglądy (niekoniecznie objęte głównymi prawdami wiary), kontakty, Internet, ruchy odnowy. Pamiętam jak jeden z moich kolegów sprzeciwiał się wyjazdowi grupy młodzieży na rekolekcje. Nie wiadomo – mówił – co im tam do głowy będą wkładać. Potem przyjadą i będą mi parafię nawracać.

Stąd podejrzewam, że wielu, słysząc papieską katechezę o mającym być otwartymi drzwiami Kościele, dostaje gęsiej skórki, jednoznacznie kojarząc wezwanie z kilkoma nazwiskami, rzekomym podziałem na Kościół łagiewnicki i toruński, rozgrywającymi duchowieństwo dziennikarzami (podobno) i wszelkiej innej maści złem, mogącym rozsadzić i tak mocno już nadwyrężone okopy.

Dlatego ciągle na nowo trzeba pytać czym jest owa otwartość. Dla papieża Franciszka znaczy tyle, co „bycie Bożym zaczynem pośród naszej ludzkości, oznacza głoszenie i wnoszenie zbawienia Boga w ten nasz świat, który często jest zagubiony, potrzebujący odpowiedzi, które dodawałyby otuchy, dawałyby nadzieję, dawałyby nową siłę w kroczeniu drogą.” Zatem otwartość oznacza, że gotowi jesteśmy na spotkanie zagubionych, rozczarowanych, poranionych, wątpiących, często wręcz zbuntowanych, po to, by dać im nadzieję i siłę. Nie oczekując, że przyjdą na kolanach, błagający o litość, gotowi strawić każdy argument, zmienić radykalnie swoje życie. Oznacza, że jesteśmy nie tylko Kościołem nauczającym, ale także, a może przede wszystkim Kościołem słuchającym. Nie tylko słowa Bożego. Wsłuchującym się w bóle, rozterki, czasem wręcz ocierający się o rozpacz.

Otwarte drzwi znaczy zaufanie. Do nas, jako ludzi Chrystusa. Tego nie otrzymuje się w chrzcielnej wyprawce. Nie jest dołączonym do święceń bonusem. Na zaufanie trzeba zapracować. Przede wszystkim szacunkiem dla przychodzących. Choćbyśmy podejrzewali niecne zamiary, a nawet zostali oszukani czy wykorzystani. Mówił o tym przed laty błogosławiony Jan Paweł na szczecińskich Błoniach. Lepiej, gdy ktoś sto razy nadużyje naszego zaufania, niżby jeden człowiek miał odejść od nas zawiedziony, bez nadziei.

Coś w tym jest. Choćby opisywany od kilku lat churching, czyli wędrówka wiernych na Mszę świętą do innych parafii bądź ośrodków. Biję się w piersi, sam kiedyś byłem przeciwnikiem i chyba poczyniłem na ten temat jakiś komentarz. Dziś jestem bardziej ostrożny w ocenach. Może jednak nie o zewnętrzną oprawę, możliwość biegania dzieci po kościele i wystrój wnętrza chodzi. Kto wie, że czy nie jest to wędrówka po nadzieję, po siłę, po radość bycia chrześcijaninem. Wędrówka będąca ucieczką od słów podszytych strachem i agresją, od moralizowania bez Boga, od bezosobowego traktowania, od braku więzi. Bo także one są potrzebne, by zaufać.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na pewna prawidłowość. Brak otwartości na bliźnich bierze się z braku otwartości na Boga. Mówił o tym Franciszek w poniedziałek, w domu świętej Marty. „Zbawienie oznacza «iść naprzód i otwierać serce, aby przyszła ta pociecha Ducha Świętego». Człowiekowi często grozi, że będzie usiłował «pertraktować», brać to, co przydatne, «trochę tu, trochę tam». To trochę tak, jak «sałatka owocowa: trochę Ducha Świętego i trochę ducha świata». Lecz w stosunku do Boga nie ma miejsca na kompromisy: albo się wybiera «jedno, albo drugie».”

Mówiąc o braku kompromisów warto zauważyć, że nie chodzi o domaganie się bezkompromisowości od innych, od wchodzących przez otwarte drzwi. Bezkompromisowości mamy wymagać od siebie. Bo tylko wtedy będziemy wiarygodni i zdobędziemy zaufanie.

Więcej artykułów…