Polecamy
Kto jest online?
Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 
Statystyki od 2015.02.06
Wizyty [+/-]
Dzisiaj:
Wczoraj:
Przedwczoraj:
349
397
332

+65
W tym roku:
Last year:
74798
71417
+3381
Strona główna PRZECZYTANE w sieci

Kościele, obudź się!

ks. Tomasz Jaklewicz

GN 49/2013 /za info.wiara.pl/

Adhortatio znaczy upomnienie, zachęta. Adhortacja „Ewangelii gaudium” jest prorockim upomnieniem i gorącą zachętą. – Odnówmy Kościół tak, by stał się kanałem do ewangelizacji świata! – apeluje papież Franciszek.

Kościele, obudź się! L'OSSERVATORE ROMANO /EPA/pap

To nie jest spokojny dokument. To tekst pisany prosto z serca papieża, emocjonalnie, z namiętnością. Czuje się tutaj ogień, którym papież chce zapalić Kościół. Takiego języka watykańskie dokumenty dotąd nie znały. Sporo w nim kolokwializmów, prostych obrazowych porównań, bezpośrednich zwrotów. Ale taki styl komunikowania jest elementem metody Franciszka. Podpowiada nam: nie bójmy się emocji, mówmy prosto, z serca do serca – a wtedy będziemy słyszalni. „Ewangelii gaudium” to momentami dramatyczne, pełne pasji wezwanie do duchowego przebudzenia wierzących, zarówno duchownych, jak i świeckich. To śmiały projekt Kościoła, który nie koncentruje się na sobie, ale wychodzi z nowym ewangelicznym entuzjazmem do świata. „Obecnie nie potrzeba nam »zwyczajnego administrowania«. Bądźmy we wszystkich regionach ziemi w »permanentnym stanie misji«”. „Duszpasterstwo w kluczu misyjnym wymaga rezygnacji z wygodnego kryterium pasterskiego, że »zawsze się tak robiło«”. To jest sedno papieskiego przesłania. Misyjność to klucz do odnowy Kościoła.

Rewolucja Franciszka, czyli co?

Jeśli mówimy o rewolucji Franciszka, to nie w tym sensie, że papież proponuje jakieś nowe rozumienie misji Kościoła, zmianę doktryny, bardziej liberalną wersję przykazań czy radykalne zmiany strukturalne. Autentyczna nowość w Kościele jest zawsze powrotem do źródła, czyli Ewangelii i Jezusa Chrystusa. To, że uczniowie Jezusa mają czynić nowych uczniów, zostało nam zlecone przez Założyciela Kościoła. To, że mamy dzielić się wiarą z innymi, wzywać do nawrócenia, głosić królestwo Boże, nie jest żadną nowością. Jeśli mówimy o rewolucji Franciszka, to dlatego, że zapomnieliśmy o tej misji. Przysnęliśmy, tak jak to się zdarza na nudnym kazaniu. Wywiesiliśmy białą flagę. Uwierzyliśmy, że jako Kościół mamy jedynie bronić naszych „katolickich wysepek”. A Jezus mówi wyraźnie: idźcie na cały świat, jesteście zaczynem, który ma zakwasić wszystko! Motywacją tego wyjścia do świata nie jest powiększanie Kościoła, ale przekazywanie zbawienia. Chodzi o niestrudzone zarzucanie sieci w morze świata i wydobywanie ludzi z wód śmierci na brzeg wieczności. Tymczasem ochrzczeni, także wielu księży, przestali być rybakami ludzi. Staliśmy się katolikami z urodzenia, traktującymi naszą religię jak muzealną tradycję, kulturowy marker, wpis w kartotece i niewiele więcej. Zagubiliśmy radość Ewangelii, nie mamy w sobie życia, odwagi, zapału, inicjatywy. Nie dzielimy się wiarą z innymi, bo nie wiemy sami, co mamy do ofiarowania. Nie proponujemy Ewangelii jako Dobrej Nowiny, bo przeżywamy ją często raczej jako „trudną i smutną nowinę”. Mamy więcej kompleksów niż dumy z powodu naszej wiary. Zachowujemy się jak wiekowa panna w niemodnych ciuchach, której nikt już nie chce, więc pozostało jej z żalem wspominać dawne lata, gdy chłopcy obracali się za nią na ulicy. Autentyczna rewolucja w Kościele polega zawsze na nawróceniu. I o tym właśnie mówi Franciszek w adhortacji – o misyjnym przeobrażeniu Kościoła. Jeśli wzywa do większej wrażliwości na ubogich, to w istocie wzywa do powrotu do Ewangelii czytanej sine glossa, czyli bez komentarzy, które osłabiają jej przekaz. Rewolucja papieża jest wezwaniem do odnowionego samorozumienia Kościoła, który musi powrócić do ognia zesłanego przez Ducha w Wieczerniku, z którego się narodził. Chodzi o przejście od Kościoła zatroskanego o funkcjonowanie swojej instytucji do Kościoła nowej ewangelizacji, zatroskanego o obecność Chrystusa w świecie. Franciszek idzie linią zapoczątkowaną przez Sobór Watykański II i kontynuowaną przez swoich poprzedników, ale naciska mocniej pedał gazu. Przestańmy mówić o nowej ewangelizacji, szlifować jej definicje, zacznijmy ją wreszcie robić. Ewangelizacja nie jest zadaniem dla specjalistów, ale dla wszystkich, dla których chrzest znaczy coś więcej niż wpis w metryce.

O czym marzy papież?

Sedno misyjnej wizji odnowy Kościoła być może najlepiej oddaje punkt 27 dokumentu. Przypomina się słynna mowa Martina Luthera Kinga zaczynająca się od słów: „I have a dream” (mam marzenie). O jakim Kościele marzy papież? „Marzę o wyborze misyjnym zdolnym przemienić wszystko, aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy.

Reformę struktur, wymagającą odnowy duszpasterskiej, można zrozumieć jedynie w tym sensie: należy sprawić, by stały się one wszystkie bardziej misyjne, by duszpasterstwo zwyczajne we wszystkich swych formach rozszerzało swój zasięg i było bardziej otwarte, by doprowadziło zaangażowanych w nie ludzi do przyjęcia stałej postawy »wyjścia« i w ten sposób sprzyjało udzieleniu pozytywnej odpowiedzi ze strony tych wszystkich, którym Jezus ofiaruje swoją przyjaźń. Jak mówił Jan Paweł II do biskupów Oceanii: »Wszelka odnowa Kościoła musi mieć misję jako swój cel, by nie popaść w pewnego rodzaju kościelne zamknięcie się w sobie«”. Misyjne nawrócenie dotyczy Kościoła na każdym szczeblu. Na poziomie parafii, wspólnot i ruchów kościelnych, diecezji, także samego papiestwa. Na czym ma konkretnie polegać ta odnowa? Papież daje kilka wskazówek. Po pierwsze koncentracja na istocie, czyli na sercu Ewangelii. Kościół musi wychodzić do ludzi z orędziem, które nie przestaje nigdy być pociągającą świeżością Dobrą Nowiną, niosącą życie, przebaczenie, wyzwolenie, zaproszenie do przemiany. Franciszek odwołuje się do zasady „hierarchii prawd” sformułowanej na ostatnim soborze. To sformułowanie pojawiło się tam w kontekście ekumenicznym, gdzie wskazywano, że pewne prawdy wiary są fundamentalne i dlatego łączą wszystkich chrześcijan. Teraz papież odniósł tę zasadę do przepowiadania. To jest nowe zastosowanie „hierarchii prawd”. W nauczaniu Kościół musi zachować właściwe proporcje, tak by tematy drugo- czy trzeciorzędne nie przesłoniły prawd najważniejszych. Należy więcej mówić o łasce niż o prawie, o Jezusie Chrystusie niż Kościele, o słowie Bożym niż o papieżu. Nie oznacza to bynajmniej rezygnacji z części doktryny czy zasad moralnych, jak sugerują lewicowi „entuzjaści” papieża Franciszka. Chodzi o to, by każde chrześcijańskie przepowiadanie i działanie miało „zapach Ewangelii”, by było powiązane z tzw. kerygmatem, czyli sednem Dobrej Nowiny. Bez tego odniesienia moralne nauczanie Kościoła narażone jest na to, że stanie się „papierowym zamkiem”. Po drugie „Kościół »wyruszający w drogę« jest Kościołem otwartych drzwi”. To otwarcie nie oznacza zaakceptowania moralnych dewiacji, którym Kościół zawsze się sprzeciwiał. Papież akcentuje to, że katolicy powinni mieć więcej empatii, winni wsłuchiwać się w ludzkie dramaty, mieć zrozumienie złożoności ludzkich wyborów. Dla Franciszka prymatem jest miłosierdzie. Przypomina, że sakramenty nie są nagrodą za dobre życie, ale „lekarstwem i pokarmem dla słabych”. „Kościół nie jest urzędem celnym, jest ojcowskim domem, gdzie jest miejsce dla każdego z jego niełatwym życiem”. Nie należy czekać tylko w drzwiach, ale odważnie szukać ludzi. Papież powtarza zdanie, które słyszeliśmy już wielokrotnie: „Wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody, z przywiązania do własnego bezpieczeństwa”.

Decentralizacja, inkulturacja, słuchanie krzyku ubogich

Kolejna propozycja to decentralizacja Kościoła. Papież wzywa do tego, aby Kościoły lokalne wzięły większą odpowiedzialność za swoją cząstkę Ciała Chrystusowego. Postuluje, aby konferencje episkopatów w poszczególnych krajach rozeznawały problemy na własnym terenie i miały większe kompetencje do podejmowania decyzji. Reforma papiestwa ma także służyć temu, aby pomagać misyjnemu dynamizmowi Kościoła, a nie hamować go.

Z decentralizacją wiąże się kolejny postulat – inkulturacja. Jedna wiara dana przez Chrystusa wciela się w różne kultury i wyraża się w różnych formach kulturowych. „Nie byłoby zgodne z logiką wcielenia myśleć o chrześcijaństwie monokulturowym i uniformistycznym”. Kościół jest jednością, ale jednocześnie pozostaje ludem o wielu twarzach. „Nie możemy oczekiwać, że wszystkie ludy na wszystkich kontynentach w wyrażaniu wiary chrześcijańskiej będą naśladowały formy przyjęte przez ludy europejskie w określonym momencie historii”. Najmocniejszy akcent w całej adhortacji kładzie papież na konieczność radykalnego, ewangelicznego wyjścia w stronę ubogich. Widzi to wręcz jako priorytet Kościoła. Ewangelizacja bez społecznego zaangażowania, bez czynienia miłosierdzia, prowadzi do zniekształcenia misji Kościoła. Ojciec święty powtarza wielokrotnie, że głoszenie Ewangelii oznacza nie tylko wprowadzenie człowieka w relację z Bogiem, ale zawsze również budowanie konkretnych więzi z ludźmi, tworzenie żywej wspólnoty. Kto głosi Ewangelię, ten musi słyszeć krzyk ubogich. Nie wystarczy sama dbałość o poprawność doktryny, konieczna jest wierność w naśladowaniu Jezusa, który utożsamia się z najmniejszymi. Papież wielokrotnie powtarza wezwanie o nową wrażliwość i bliskość wobec wszelkich form ludzkiej nędzy, kruchości, krzywdy, niesprawiedliwości. Pośród ubogich, o których Kościół się troszczy, są też dzieci w łonie matek, „najbardziej bezbronne i niewinne”. Jeśli uznamy, że ich życie jest mniej ważne od życia innych, wtedy tracimy podstawę do obrony jakichkolwiek praw człowieka, podkreśla. „Nie powinno się oczekiwać, że Kościół zmieni swoją postawę w tej kwestii. Chcę być całkowicie uczciwy w tym względzie. To nie jest problem poddany zamierzonym reformom lub »modernizacji«. Nie jest żadnym postępem rozwiązywanie problemów przez eliminację ludzkiego życia”, twierdzi papież. Ale zarazem dodaje: „Uczyniliśmy niewiele, aby odpowiednio pomagać i towarzyszyć kobietom znajdującym się w bardzo ciężkiej sytuacji, w której aborcja jawi się im jako szybkie rozwiązanie w ich głębokiej udręce, szczególnie gdy rozwijające się w nich życie zaistniało w wyniku gwałtu lub w kontekście krańcowego ubóstwa. Któż może nie zrozumieć tak bolesnych sytuacji?”.

Co nas paraliżuje?

Papież analizuje trudności na drodze do misyjnej reformy Kościoła. Zwraca uwagę na pewne przemiany w świecie i słabości we wnętrzu Kościoła. Jeśli chodzi o świat, to krytykuje w ostrych słowach światową ekonomię, która generuje niesprawiedliwość i wyklucza całe rzesze ludzi z udziału w dobrodziejstwach cywilizacji. Wskazuje także na groźne dla wiary współczesne zjawiska kulturowe, takie jak relatywizm, sekularyzacja, indywidualizm, kryzys rodziny. Zwraca uwagę na kulturę wielokulturowego miasta, w którym jak w soczewce skupiają się dylematy współczesności.

Miasto proponuje mnóstwo możliwości, a zarazem jest przestrzenią niesprawiedliwości, przestępstwa, korupcji, handlu narkotykami, wyzysku itd. Bardziej niż świat papież krytykuje Kościół. Jakby obawiał się, by katolicy nie zrzucali na świat odpowiedzialności za brak zapału w ewangelizacji. Franciszek kieruje swoje uwagi z autentyczną pasją, często w dosadnym języku. Dotyczą one i duchownych, i świeckich, choć niewątpliwie księża z racji swojej misji dostają więcej…, nazwijmy to, materiału do przemyślenia. Co osłabia lub wręcz paraliżuje nasz misyjny zapał? Wyliczę hasłowo: nadmierny indywidualizm, kryzys tożsamości, spadek gorliwości, kompleks niższości wobec świata, relatywizm praktyczny (rozdźwięk między słowem a życiem), egoistyczna acedia (rozleniwienie), jałowy pesymizm, zakażenie światowością, wewnątrzkościelne wojenki. Tej ostrej diagnozie słabości Kościoła towarzyszą gorące apele. Papież prosi: o nowe „tak” dla wspólnotowych, Chrystusowych relacji (potrzebujemy „rewolucji czułości”!); o większe dowartościowanie roli kobiet w Kościele; o bardziej odważne świadectwo świeckich w ich środowiskach (to jest priorytet ich misji, a nie posługi „kościelne”); o większe docenienie ewangelizacyjnej siły pobożności ludowej; o wykorzystywanie każdego spotkania dla ewangelizacji; o maryjny styl ewangelizacji, czyli delikatność i czułość w spotkaniu z innymi. Kilka stron dokumentu papież poświęca tematowi kazań. Najwyraźniej dostrzega tu poważny problem. Dyskusja o ich poziomie, która pojawiła się niedawno na naszych łamach, rzeczywiście wskazała, że głodowi słowa Bożego nie odpowiada często „oferta” na ambonach. Papież pokazuje konkretne ścieżki odnowy kaznodziejstwa. Chodzi o to, jak zauważa nieco ironicznie, by ani głoszący, ani słuchacze nie cierpieli podczas kazania. Potrzebujemy takich homilii, dzięki którym serca zaczynają płonąć. Ostatni rozdział adhortacji poświęcony jest kształtowaniu ewangelizatorów. Pierwszą motywacją do ewangelizacji jest osobiste doświadczenie miłości Jezusa. Ewangelizator musi łączyć rozmodlenie z pomaganiem ubogim. Zażyłość z Jezusem musi łączyć się z budowaniem serdecznych więzi z ludźmi – zarówno tymi we wspólnocie Kościoła, jak i tymi, którzy są daleko. Głosiciel Ewangelii wierzy w realne działanie Zmartwychwstałego i Jego Ducha. Łaska Boża ma zawsze pierwszeństwo przed naszą aktywnością. Ewangelizacji musi towarzyszyć modlitwa wstawiennicza. „Zdaję sobie sprawę, że dzisiaj dokumenty nie budzą takiego zainteresowania jak w innych czasach i szybko się o nich zapomina”, zauważa Franciszek. Niemniej wyraża mocną nadzieję, że ten tekst potraktujemy jako program. „Nikt nie może podjąć walki, jeśli nie wierzy w zwycięstwo” – zakreśliłem sobie to zdanie. Wyzwanie zostało rzucone, teraz pora wyruszyć na połów. „Na Twoje słowo, Panie, zarzucę sieci…”.

Chrzest. Aktualizacja

dodane 2013-11-07 00:15

Marcin Jakimowicz

GN 45/2013 |

Czy modlitwa o wylanie Ducha Świętego jest do zbawienia koniecznie potrzebna?

Chrzest. Aktualizacja roman koszowski /gn

Murzasichle. Lipiec 1975 r. Młodzież zgromadzona na rekolekcjach oazowych doświadcza wylania mocy z wysoka. To pierwsze z całej serii poruszeń Ducha Świętego. „Młodzież przeżyła wówczas chrzest w Duchu Świętym. Księża obserwujący tamte wydarzenia – ks. Franciszek Blachnicki, ks. Marian Piątkowski oraz ks. Bogdan Giertuga – nie mieli wątpliwości, że to, co tam się działo, pochodziło od Ducha Świętego” – opowiada Marek Nowicki, autor dokumentalnego filmu o tym wydarzeniu. – Duch Pański dziś działa z ogromną mocą. Widzą to wszyscy zaangażowani w pracę we wspólnotach – opowiada ks. dr hab. Leszek Misiarczyk, płocki egzorcysta. – Być może to oznaka zapowiadanej przez Jana Pawła II „nowej wiosny Kościoła”?

Przyszła inaczej, niż myśleliśmy. Realizuje się wewnątrz Kościoła, w sposób duchowy. Jedną z jaskółek zapowiadających nadejście tej wiosny są popularne między Odrą a Bugiem seminaria odnowy wiary. Rekolekcje te wieńczy modlitwa o wylanie Ducha Świętego.

Głębokie poruszenie

Wiosną 1966 r. dwaj wykładowcy Uniwersytetu Duquesne w Pittsburghu, niezadowoleni ze swojego dotychczasowego życia chrześcijańskiego, postanowili rozpocząć duchowe poszukiwania, by ożywić swą wiarę – opowiada ks. Andrzej Grefkowicz. – W połowie lutego 1967 r. wraz z grupą studentów postanowili odbyć rekolekcje prowadzące do ożywienia wiary. Rozważania były oparte na czterech pierwszych rozdziałach Dziejów Apostolskich. W sobotni wieczór wielu z obecnych doświadczyło zjawiska, które wkrótce zostało uznane za centralne doświadczenie Odnowy, a które zaczęto nazywać chrztem w Duchu Świętym. W niespełna 7 lat później, w czerwcu 1974 r., międzynarodowa konferencja na temat Odnowy Charyzmatycznej w Kościele katolickim zgromadziła ok. 30 tys. uczestników, wśród których znalazło się 19 biskupów (m.in. kard. Leo Suenens), 700 księży oraz wielu zakonników i zakonnic. – Doświadczenie to może być przeżywane na wiele sposobów – przekonuje ks. Jan Reczek, krakowski rekolekcjonista, w świetnej książce „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch”. – Amerykańscy studenci upraszający w 1967 roku wylania Ducha Świętego doznali głębokiego spocznienia i niezwykłej radości. Świadectwo jeszcze innego przeżycia dał bp Bronisław Dembowski, który, kiedy był młodzieńcem, idąc pośród pól, został ogarnięty wielką radością z obecności Bożej. Chciał śpiewać, ale nie wiedział jak, więc wykrzykiwał dowolne zgłoski, używając melodii prefacji, którą znał z kościoła. Dopiero po latach zrozumiał, że to była chwila chrztu w Duchu Świętym. Towarzyszące łasce przeżycie może być różne. Widać to także w czasie nabożeństw (w żargonie grup tzw. modlitwa o wylanie), gdzie jedni śpiewają, inni milczą, jedni są uśmiechnięci, inni skupieni, ale w sercu mają radość… – a wszystkich jednoczy to ożywienie łaski, które nazywamy chrztem w Duchu Świętym. Nie trzeba tego oddzielać od łaski chrztu sakramentalnego. Jest to nawiązanie do tamtej chwili, jakby rozciągnięcie jej na inne jeszcze momenty.

Masz już cały pakiet

Czy modlitwa o wylanie jest do zbawienia koniecznie potrzebna? – prowokuję s. Bognę Młynarz, doktora teologii duchowości, wikarię generalną sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana. – Działanie Ducha Świętego w człowieku jest do zbawienia koniecznie potrzebne, bo „kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy” (Rz 8,9). W jaki zaś sposób otwieramy się na to działanie, jest sprawą drugorzędną. Każdy ochrzczony i bierzmowany katolik posiada wszelkie potrzebne charyzmaty. Ale nie każdy umie z tego „wyposażenia” korzystać. Idealna byłaby sytuacja, gdyby moment udzielania sakramentów był chwilą świadomego i pełnego otwarcia się na moc Ducha Świętego. Jednak większość z nas przeżywa to trochę „na raty”, tzn. w ciągu swojego życia, w miarę rosnącej duchowej świadomości modlimy się o to, żeby Duch Boży w nas działał. Modlitwa o wylanie, która zazwyczaj ma miejsce na zakończenie seminariów Odnowy, jest jedynie jedną z form takiej prośby. Równie dobrze może to być prywatnie odprawiona nowenna do Ducha Świętego. Tak było w moim przypadku. Skuteczność tej modlitwy nie zależy od formy, ale od pragnienia i dyspozycyjności osoby, która chce poddać się działaniu Ducha Świętego. Określanie czasu działania Pana Boga jest dość zabawne, bo Bóg jest poza czasem. Modlitwa jest nam potrzebna nie po to, by „wymóc” na Bogu udzielenie tego czy innego daru, ale by stać się podatnym narzędziem w Jego ręku w dziele zbawienia świata.

Czy modlitwa o wylanie Ducha Świętego jest do zbawienia koniecznie potrzebna?

 roman koszowski /gn

Osobiście nie preferuję proszenia o konkretne charyzmaty w czasie modlitwy o wylanie Ducha Świętego. To odwraca uwagę od istoty sprawy: chodzi o to, by powiedzieć Bogu „tak” i w ten sposób stworzyć w sobie przestrzeń, w której Duch Święty będzie mógł swobodnie działać. Jednym słowem, otwórz się na Ducha i niech On robi, co chce. Podpisz formularz in blanco. Ale potem się nie dziw…

Kamień w gąbkę

Modlitwa o wylanie nie jest żadnym uzupełnieniem sakramentu. To raczej pomoc w odpakowaniu pakietu, który otrzymaliśmy w dniu przyjmowania chrztu i bierzmowania. W tytule świadomie użyłem zwrotu „Chrzest. Aktualizacja”, a nie „Chrzest. Wersja 2.0”. Tych, którzy z góry dyskwalifikują tę formę modlitwy jako „zapożyczoną od amerykańskich zielonoświątkowców” (często spotykam się z podobnym argumentem), odsyłam do książki Kiliana McDonnella, George’a T. Montague „Inicjacja chrześcijańska a chrzest w Duchu Świętym. Świadectwo z pierwszych ośmiu wieków” (Wydawnictwo M, 1997). Autorzy na 470 stronach skrupulatnie pokazują, że zagadnienie chrztu w Duchu było przedmiotem rozważań wielu ojców Kościoła. – Jest tylko jeden chrzest – zaznacza ks. Reczek. – Sprawa tzw. chrztu w Duchu Świętym wiąże się z tym, że współcześnie w naszym przeżywaniu liturgii chrzcielnej widzimy znak sakramentalny i wierzymy w łaskę. Ta łaska jest przedmiotem wiary, a nie przeżycia. Natomiast w Dziejach Apostolskich mamy wyraźnie opisane, że uczniowie nie tylko przyjmowali Ducha Świętego aktem wiary, ale doświadczali Go obecnego w sobie poprzez widzialne znaki i odczuwalne przejawy. Wypełnienie Duchem Świętym objawiło się w zachowaniu apostołów. Do pewnego stopnia ta sprawa nieprzeżywania chrztu jest wytłumaczalna poprzez praktykę chrztu dzieci. Trudno, żeby dziecko miało świadomość, która otwiera serce na łaskę i ożywia radością całą osobę. Ale gdy człowiek dorosły, wybierając Jezusa, prosi Boga o ożywienie łaski sakramentów (chrztu i bierzmowania), które przyjął kiedyś bez głębokiej świadomości, nieraz doświadcza w swoich władzach duszy i ciała głębokiego poruszenia. Może ono być podobne do tego, co opisały Dzieje Apostolskie. Chrzest i bierzmowanie są przyjmowane tylko jeden raz. Stanowią fundament inicjacji chrześcijańskiej. Ale ożywienia łaski w nich przyjętej – jakby wylania jej z obfitością na nowo – można doświadczyć wiele razy. – Czy nazwa „chrzest w Duchu” nie jest troszkę niefortunna? – pytam s. Bognę Młynarz. – I tak, i nie. Jest to określenie wzięte z Pisma Świętego i oznacza zanurzenie. To bardzo trafna nazwa. Przecież właśnie o to chodzi, byśmy byli zanurzeni w Duchu i w Nim przebywali, tak by przeniknęła nas Jego łaska. Problem polega na tym, że pojęcie to myli się z chrztem sakramentalnym. Tymczasem nie chodzi o jakieś nowe udzielenie Ducha Świętego, ale jedynie o subiektywny moment otwarcia się na obecnego już w nas Boga. Wszyscy jesteśmy zanurzeni w Duchu, ale niektórzy jak kamień, a inni jak gąbka. I właśnie o tę przemianę kamienia w gąbkę modlimy się.

Walka o ogień

„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie” (Łk 12,49-50). Pełne tęsknoty wołanie Jezusa jest kluczem do zrozumienia modlitwy o wylanie. Chrystus na jednym oddechu opowiada o dwu rzeczywistościach: o chrzcie i rzuceniu na ziemię ognia. W czasie sakramentu chrztu zaczyna płonąć w nas Jego ogień. Lata mijają, a żar przygasa. Do tego stopnia, że po latach mamy wrażenie, że zaczyna się ledwo tlić. Modlitwa o wylanie Ducha jest prośbą o wiatr, który na nowo roznieci płomienie. Często (nie zawsze!) towarzyszy jej obdarowanie charyzmatami, które Bóg „aktywuje” w nas po to, abyśmy służyli wspólnocie Kościoła. Pamiętam smutną twarz znajomego, który rzucił przed laty z rezygnacją: „Miałem modlitwę o wylanie. I nic” (czytaj: kolega nie zaczął śpiewać językami i sypać jak z rękawa proroctwami). Czy ta modlitwa rzeczywiście musi się jakoś zewnętrznie objawić? – Ten smutek wynika z niespełnionych oczekiwań, a te zaś z nieporozumień, które narosły wokół tej modlitwy – wyjaśnia s. Młynarz. – Jej istotą i motywem jest gorące pragnienie, by poddać się pod działanie i prowadzenie Ducha Bożego. Czyli dążenie do sytuacji, w której On rządzi i kieruje, a my dajemy się prowadzić i stajemy się narzędziami Jego działania. Im bardziej jesteśmy dyspozycyjni, tym bardziej otwarci na Jego moc.

Czy modlitwa o wylanie Ducha Świętego jest do zbawienia koniecznie potrzebna?

 roman koszowski /gn

Kiedy zaś zaczynamy pisać scenariusz Bogu, jak i kiedy ma działać, stawiamy wszystko na głowie. Duch Święty jest Bogiem i do Niego należą czas i sposób działania. A jest ono nieskończenie szersze i głębsze niż jedynie glosolalia czy proroctwo. Nie wyznaczajmy granic Temu, który jest nieskończony! Oczywiście możemy z prostotą prosić o poszczególne dary i charyzmaty, tak jak dziecko prosi ojca, ale najwspanialsze rzeczy czekają na tych, którzy po prostu dadzą się poprowadzić Duchowi, który „wieje tam, gdzie chce” (J 3,8). To początek przygody, która wymaga zaufania i odrobiny Bożego szaleństwa. Charyzmaty nie są do błyszczenia, ale do służenia. I nikt nie powiedział, że te bardziej spektakularne, jak uzdrowienie czy proroctwo, są bardziej potrzebne czy lepsze niż na przykład umiejętność cichego towarzyszenia komuś smutnemu czy zagubionemu. Strzeżmy się pokusy szukania duchowych „fajerwerków”. Bóg nigdy nie da się wciągnąć w takie popisy.•

Bliżej Kościoła pierwotnego

Bliżej Kościoła pierwotnego

ks. Włodzimierz Lewandowski

Jeśli ewangelizacja ma być skuteczna, jeśli Ewangelia ma scalać człowieka, odradzać go, we wspólnotach ewangelizacyjnych trzeba wrócić do kontemplacji.

Czemu znak zapytania. Bardziej wskazany byłby wykrzyknik. Przynajmniej na nasz rozum. Forum Nowej Ewangelizacji po raz kolejny, stawiając pytania, podważa odpowiedzi, uważane za pewniki. A co się dzieje, gdy te pewniki podważa dwóch biskupów: anglikański i katolicki. Nie ukrywam, większość uczestników forum czekała na wypowiedź biskupa Edwarda jak na mannę z nieba. Bo to on, na tle całego episkopatu, postrzegany jest jako ikona nowej ewangelizacji.

Ten znak zapytania postawiłem podczas konferencji biskupa Edwarda. Zaskoczył słuchaczy w pierwszych zdaniach. Dziś jesteśmy bliżej wspólnocie pierwotnego Kościoła, niż byliśmy przed pięćdziesięciu laty. Szok zrozumiały. Zwłaszcza gdy nasze patrzenie na Kościół jest patrzeniem przez pryzmat statystyk i medialnych doniesień. Mimo to podtrzymuję twierdzenie księdza biskupa. Jesteśmy bliżej, bo… areopag, targowisko, ludzie zagubieni, świat żyjący dziś. Dokładnie jak w czasach pierwszych uczniów Jezusa. Zatem jeśli chodzi o sytuację, w jakiej znalazł się Kościół, wróciliśmy do początków. Pozostaje drugi powrót. Do czego?

Kościół pierwotny był wielki jednością, sposobem uzewnętrzniania relacji oraz ogromnym poczuciem wybrania i obdarowania przez Boga. Logicznym jest zatem, że odpowiedzią na bliskość – nazwijmy ją socjologiczną – z epoką pierwotnego Kościoła, musi być bliskość temu stylowi życia, jaki charakteryzował pierwsze pokolenia chrześcijan. Jakoś przypomniał mi się ksiądz profesor Józef Tischner. Pytany pod koniec życia co jest najważniejsze w chrześcijaństwie i od czego powinna zacząć się odnowa Kościoła mówił o świadomości wybrania. Chrześcijaństwo jest odpowiedzią na wybranie. Ta sama myśl pojawiła się w konferencji anglikańskiego biskupa Sandy Millara. „Czym innym jest czytać o bohaterskiej akcji ratownika a czym innym samemu wskoczyć do wody, by kogoś uratować. Ale najwspanialszą rzeczą jest bycie uratowanym. I to jest właśnie chrześcijaństwo!”

Skąd trudność ze stylem pierwszych chrześcijan. Bp. Dajczak mówił o kryzysie kontemplacji. „Każdy kryzys Kościoła był kryzysem kontemplacji.” Odtwarzanie nieskończonej ilości informacji nie scala człowieka. Scalenie dokonuje się przez kontemplację. Jeśli ewangelizacja ma być skuteczna, jeśli Ewangelia ma scalać człowieka, odradzać go, we wspólnotach ewangelizacyjnych trzeba wrócić do kontemplacji. Ta sama myśl pojawiła się w wypowiedzi biskupa Millara. „Nie potrzebujemy pełnych kościołów. Potrzebujemy ludzi wypełnionych Duchem Świętym. O resztę On sam się zatroszczy.”

Na koniec jedna myśl, a właściwie kolejne pytanie, kołacze się po głowie. „Sześćset godzin katechezy i co? Głowa nafaszerowana wiadomościami, które nie doszły do serca.”  I odpowiedź biskupa Edwarda, z którą czytelnika zostawiam: „Kościół nie staje się miejscem głoszenia Chrystusa przez przekazywanie informacji, ale przez to, że staje się miejscem spotkania”. Stwierdzenie ważne dla wszystkich zajmujących się – w szerokim tego słowa znaczeniu – przekazem w Kościele. Zbyt wielu pośród nas przekonanych, że szybka informacja, kolejna publikacja, książka, artykuł, wysoki nakład, kilka milionów odsłon, że to wszystko jest ewangelizacją. To wsparcie ewangelizacji. (Czasem, niestety, tylko ewangelizacyjny biznes.) W pewnym sensie preewangelizacja. Przygotowanie gruntu. Ale tony książek pod pacha nie są ewangelizacją. Jest nią spotkanie. Z Jezusem we wspólnocie Jego uczniów.

Księdza Tomasza przepraszam. Ale zdetronizowałem go z należnego mu w sobotę pierwszego miejsca ze względu na Forum Nowej Ewangelizacji. W przekonaniu, że on wie…

Przestańmy biadolić

- Nasze życie się odmieni, gdy w jego centrum będzie Chrystus – przekonywał bp Edward Dajczak.

Przestańmy biadolić Miłosz Kluba /GN Bp Edward Dajczak mówił o zagrożeniu, jakie niesie bombardowanie współczesnego człowieka coraz szybszymi informacjami

– Myślę, że powinniśmy przestać biadolić. Myślę, że już jest czas. Nasze życie się odmieni, gdy w jego centrum będzie Chrystus – przekonywał bp Edward Dajczak, który był gościem odbywającego się w Krakowie Forum "Całą Ewangelię – Całe Ciało – Całemu Światu". Dodał, że każdy kryzys, przez który przechodzi Kościół, bierze się z kryzysu kontemplacji, modlitwy. – Ten obecny też nie wziął się znikąd – podkreślał.

Do największych wyzwań, jakie stają przed ewangelizatorami, biskup zaliczył mocną fragmentaryzację świata i myślenia o nim, która z kolei wynika z zabiegania i bombardowania człowieka informacjami. – Jedno wydanie nowojorskiego "Times’a" zawiera więcej informacji, niż przez całe życie odbierał człowiek w XIX wieku – mówił, powołując się na badania naukowe.

Jak bardzo współczesny świat nastawiony jest wyłącznie na informację, bp Edward Dajczak przekonał się podczas spotkań z młodymi, dla których "Bóg jest tylko ideą i pojęciem". – Głowa nafaszerowana informacjami, tylko nic nie poszło do serca – mówił.

By temu przeciwdziałać i skutecznie ewangelizować, przyciągać ludzi do Chrystusa, "najpierw trzeba usłyszeć, »co mówi Duch do Kościołów«". – Kościół nie stanie się miejscem głoszenia Chrystusa przekazując informacje, ale przez to, że jest miejscem spotkania – tłumaczył bp Dajczak. – Pozwólmy Bogu, żeby nas kochał – mówił, nawiązując do słów papieża Franciszka. – Wtedy będziemy mieli coś do powiedzenia światu.

Nazwą was wariatami

Forum CCC zakończyło się Mszą św. i modlitwą wstawienniczą za świat.

Nazwą was wariatami Miłosz Kluba /GN Zwróceni w różnych kierunkach uczestnicy wieczornej Eucharystii wspólnie modlili się za cały świat

Ostatnim akordem Forum „Całą Ewangelię – Całe Ciało – Całemu Światu” była Eucharystia w opactwie ojców cystersów w Mogile. Przewodniczył jej bp Grzegorz Ryś, koncelebrowali zaś kapłani biorący udział w spotkaniu – zarówno prelegenci, jak i uczestnicy.

Komentując fragment Ewangelii, w którym Jezus mówi, że koniec świata poprzedzą wojny, kataklizmy i prześladowania jego uczniów, bp Ryś zwrócił m.in. uwagę na pozorny paradoks. W jednym zdaniu Jezus mówi: „o śmierć was przyprawią”, a w drugim: „włos wam z głowy nie spadnie”. – Istnieje rzeczywistość, w której niczego nie tracisz – tłumaczył biskup. – Jaka to niesamowicie dobra nowina, że jest ten drugi plan! – przekonywał.

Wyjaśniał, że w tej perspektywie każde dobro, każde dążenie do dobra ma sens, bo nie przemija. Nawet, jeśli nie jest to dążenie do końca skuteczne.

Ważnym elementem wieczornej liturgii była modlitwa wstawiennicza. Najpierw, tuż po Komunii, prelegenci modlili się, kładąc ręce na podchodzących do każdego z nich uczestników celebracji. Nieco później przyszedł czas modlitwy za świat. Zebrani w poszczególnych częściach bazyliki Krzyża Świętego zwrócili się twarzami w cztery strony świata i modlili w różnych intencjach.

– Dziękuję. Bardzo dziękuję – powiedział krótko pod koniec Mszy św. bp Grzegorz Ryś, zwracając się do wszystkich uczestników forum. Wcześniej dziękował także za gościnę ojcom cystersom, dla których – jak przyznał – trwające do późnego wieczora celebracje mogły być uciążliwe. – Te trzy dni są znakiem wielkiej potrzeby ewangelizacji – odpowiedział opat klasztoru w Mogile. – Te mury powstały, by ewangelizować – zapewnił.

Zasadniczymi elementami Forum były sesje plenarne, panele, sesje robocze, spotkania w małych grupach. Refleksje i natchnienia wynikające ze świadectwa poszczególnych dni powierzano Panu Bogu w wieczornych celebracjach.

W sesjach i panelach wzięli udział m.in. ks. dr Peter Hocken z Wiednia, Jose Prado Flores z Meksyku, pastor Ulf Ekman z Upsali, bp Sandy Millar z Londynu a także polscy biskupi – Edward Dajczak z Koszalina czy Grzegorz Ryś z Krakowa. „Jako głównych nauczających zaprosiliśmy świadków wiary, którzy poprzez swoje oddanie Ewangelii dokonali wyraźnych przełomów – otworzyli nowe przestrzenie dla głoszenia Słowa w Europie i w Polsce. Są to osoby, które łączą swoje zaangażowanie w ewangelizację z pogłębioną refleksją nad własnym doświadczeniem w Panu” – mówił Andrzej Sionek z Sekretariatu ds. Nowej Ewangelizacji Archidiecezji Krakowskiej.

Pierwszy dzień Forum przebiegał pod hasłem „Cała Ewangelia”. Paneliści zastanawiali się nad tym, co jest pierwszym przesłaniem Ewangelii (kerygmatem), a co względem niego jest drugorzędne.

Ks. Peter Hocken z Wiednia w swoim wystąpieniu podkreślił, że „jeśli nie zrozumiemy kerygmatu, to nie zrozumiemy ewangelizacji”. Kerygmat ogłasza wydarzenie, dobrą nowinę. Tym wydarzeniem jest zmartwychwstanie Jezusa, ale nie chodzi tu o doktrynę czy teologię. „Kerygmat jest dobrą nowiną o królestwie. Ono się już rozpoczęło. Zmartwychwstaniemy w dniu ostatnim. Ale wszystko zaczęło się od zmartwychwstania Jezusa, który umarł na krzyżu z miłości do nas” – mówił ks. Hocken.

„Kerygmat jest po to, żeby przeszywał serce. Jeśli tego nie robi – nie jest kerygmatem. Katecheza uświęca umysł przez prawdę. Jest skuteczna, ale jest czymś innym niż kerygmat. Ona daje nam możliwość wzrastania do obrazu Chrystusa. Ale żeby dojść do tego obrazu trzeba się narodzić na nowo, a to dzieje się przez Słowo, które przeszywa serce” – wyjaśniał José Prado Flores, lider międzynarodowej sieci Szkół Ewangelizacji Świętego Andrzeja.

Bp Grzegorz Ryś zaznaczył, że nie można zatrzymać się w czasie Forum jedynie na wysłuchaniu tego, co mają do powiedzenia na temat Jezusa prelegenci. Konieczna jest osobista odpowiedź Jezusowi. „Najważniejsze pytanie Jezusa w Ewangelii, którego jesteśmy adresatami, to kim Ja jestem dla Was?” – mówił hierarcha podczas głoszenia kerygmatu w ramach celebracji wieczornej w Bazylice Świętego Krzyża w Krakowie-Mogile

Andrzej Sionek przypominał, że podtytuł Forum brzmiał: „Nie rób sam tego, co możemy zrobić razem”. Wspólnotowy i ekumeniczny charakter miał szczególnie drugi dzień wydarzenia przebiegający pod hasłem „Całe Ciało”.

„To jest spotkanie chrześcijan. Doświadczamy jednego ciała. Ekumenizm i ewangelizacja są ze sobą wewnętrznie powiązane” – mówił bp Grzegorz Ryś. Jego słowa potwierdzał Ulf Ekman, który wyraził radość, że jako pastor protestancki może wejść w atmosferę tego wydarzenia. „Jest wyczuwalny duchowy głód. Wszystko skupia się wokół Jezusa Chrystusa. Widać też miłość, jaka przelewa się między zebranymi, więc czuję się jak w domu” – powiedział szwedzki duchowny.

W czasie wieczornej liturgii odnowiono przyrzeczenia chrzcielne. „Chcemy odnowić w sobie świadomość, że jesteśmy wszczepieni w Chrystusa, w Jego Ciało przez chrzest. Chcemy tę tożsamość chrzcielną w sobie odnowić, bo to jest to, co nas łączy, niezależnie od wszystkiego, co nas dzieli” – mówił bp Ryś na zakończenie drugiego dnia Forum.

Ostatniemu dniu Forum towarzyszyło hasło „Całemu światu”. „Mam nadzieję, że nie pozostawicie ponownej ewangelizacji Polski tylko kapłanom – mówił bp Sandy Millar. Nie mam nic przeciwko księżom – sam jestem księdzem. Ale nie zostawiajcie tego dzieła tylko nam samym, bo ono się nie dokona. Dokona się za pośrednictwem chrześcijan, którzy wydychają Chrystusa, którzy się uśmiechają i miłują, którzy robią to, co zrobiłby Jezus” – w ten sposób emerytowany biskup anglikański zachęcał uczestników Forum CCC do zaangażowania w dzieło nowej ewangelizacji.

Bp Edward Dajczak wskazał kilka elementów, które są konieczne, aby skutecznie ewangelizować świat. „Pierwsze, czego świat potrzebuje, to wzięcia przez nas odpowiedzialności za nasze słabości a nie obciążanie nimi Boga; odważnie i z całą pokorą”. W drugiej kolejności wymienione zostało świadectwo. „Nie wystarczy informacja. Decydujące jest to, jak żyjemy” – przekonywał hierarcha. Ostatnim elementem, na który zwrócił uwagę bp Dajczak było słuchanie świata. „My często kryjemy się za zasłoną zalewu informacji religijnych. Ale żeby odpowiedzieć na potrzeby świata, trzeba zacząć od słuchania Boga i człowieka. Nie zaczynajmy od gadania” – apelował biskup koszalińsko-kołobrzeski.

Forum zakończyło się uroczystą Mszą św. z posłaniem uczestników do ewangelizowania w ich codziennych miejscach życia – w rodzinach i pracy a także modlitwą wstawienniczą za świat.

„Wrócicie stąd do swoich domów, a nikt nie będzie chciał was słuchać. Powiedzą, że nasłuchaliście się głupot, albo nazwą was wariatami” – mówił do uczestników Forum bp Grzegorz Ryś. Podczas homilii Mszy św. kończącej Forum hierarcha przestrzegał jego uczestników przed oczekiwaniem sukcesu ewangelizacji w wymiarze ludzkim. „Jest rzeczywistość w Bogu, gdzie to trwa, gdzie ma sens, gdzie owocuje. My nie musimy tych owoców widzieć. Ale to owocuje, bo Bóg daje wzrost” – tłumaczył krakowski biskup.

Forum Ewangelizacyjne przebiegało pod hasłem „Całą Ewangelię – Całe Ciało – Całemu światu”. Odbywało się w dniach 14-16 listopada w nowohuckiej Mogile – w miejscu, gdzie bł. Jan Paweł II użył po raz pierwszy (w 1979 r.) określenia „nowa ewangelizacja”. Uczestniczyło w nim ok. 2000 osób z całej Polski.

Więcej artykułów…